fbpx

Jak dać dzieciom siłę?

 

Zakochanie na zabój

Kiedyś, dawno, dawno temu, każdy z nas był prawdopodobnie zakochany. Na zabój, na całego.

Ja w każdym razie byłem.

Motyle w brzuchu fruwały, myśli o Ukochanej kotłowały się w głowie, nie dając człowiekowi spać i skupić się na czymkolwiek innym. Pamiętacie te chwile? Były nieco męczące, ale cudowne i niezapomniane…

 

Mikroświat zwariował

Po pewnym czasie na świecie pojawiło się Ono. Maleństwo. Nasz mikroświat zwariował. Nic innego nie liczyło się, prócz karmienia, przewijania, usypiania, kupek, kolek i tym podobnych atrakcji. Były także spojrzenia ufnych oczek, pierwsze uśmiechy, malutkie rączki i stópki, cudownie gładka skóra, zapach niemowlaka. Miłość do małego człowieka eksplodowała, odsuwając w cień wszystko, co było wcześniej.

 

Zbuntowany dwulatek

Nie wiem czy, i w jakim wieku, macie dzieci. Moje są już całkiem duże. Bardzo wyraźnie widzę z perspektywy ostatnich lat, ile emocji potrafią wywołać. Tych dobrych, tych złych i tych wpływających na relację dorosłych. Czy nie doświadczyliście sytuacji, gdy wkurzenie się na zbuntowanego dwulatka trzeba było na kimś wyładować? Gdy przedszkolak ubierał się rano tak długo, że trudno było zdążyć do pracy. Albo, gdy zła ocena przyniesiona ze szkoły przez ucznia powodowała wyrzut, że ktoś nie dopilnował nauki tak, jak trzeba. Kto nie dopilnował? Kto nie nauczył dziecka szybszego ubierania się? Kto był pod ręką? No właśnie – zazwyczaj nasz partner lub partnerka. Drugi z rodziców.

 

A teraz?

Te wszystkie emocje nie pozostają bez efektu. Codzienność definiowana pracą, dziećmi, domem, całą logistyką i frustracjami jest Wam z pewnością dobrze znana. Do tego dochodzą zmartwienia dotyczące zdrowia, finansów, przyszłości. Dużo wszystkiego. Trudno ogarnąć codzienność tak, by znaleźć czas dla siebie: na wypoczynek, pasje, aktywność fizyczną.

Uff, już mam dosyć, na samą myśl…

 

Jedna ważna rzecz

Zwróćcie uwagę, że o pewnej ważnej rzeczy jeszcze nie napisałem. O związku: relacji i miłości dwojga rodziców. Bo jak to jest, że gdy dwoje młodych ludzi zaczyna być ze sobą, wszyscy zachwycają się ich miłością. A gdy już na świecie pojawia się dziecko, zachwyty natychmiast  przenoszą się na nie i miłość rodzicielską. A rodzice? Czy ich relacja nie jest już ważna? Czy osiągnęli  wszystko, co było do zdobycia? Czy mają wciąż czas i ochotę na rozwój własnego związku?

 

Ważne, ale nie najważniejsze

Dzieci są kochane, ważne i wyjątkowe, ale nie powinny być najważniejsze! Tworzymy nowe życie nie dla siebie. Wychowujemy dzieci nie dla siebie, ale dla nich samych. I w pewnym momencie zachęcamy je do wzięcia spraw w swoje ręce, usamodzielnienia się i rozpoczęcia własnego życia. Bez naszego serwisu 24 godziny na dobę. Bez gotowania, prania i pilnowania, by były dobrze ubrane. W pewnym momencie życia pisklak wyfruwa z gniazda, i rodzice zostają z… pustką. Bo celem ich życia przez ostatnie dwadzieścia kilka lat były dzieci.

Pomyślicie sobie: to wydarzy się dopiero za wiele lat.

Być może, ale jest coś więcej.

 

Najważniejsze

Jasper Juul, światowej sławy pedagog i terapeuta rodzinny, powiedział: „Najlepszą rzeczą, jaką matka i ojciec mogą zrobić dla swojego dziecka jest zadbanie o swój związek”. Gdy rodzice okazują sobie miłość i szacunek, dają dziecku dobre wzorce tego, jak powinna wyglądać relacja dwojga dorosłych. Uczą je, jakie zachowania powinno w sobie wykształcać i jakich relacji szukać w przyszłości. Ofiarowują dziecku coś bardzo cennego: poczucie miłości, bezpieczeństwa i przewidywalności, które pozwala na rozwój w dziecku pewności siebie, wewnętrznej siły i poczucia sprawczości. A gdy tego zabraknie? Cóż, dziecko przejmie każde wzorce, także te złe. Dziecko będzie starało się łagodzić za wszelką cenę konflikty dorosłych i brać część winy na siebie. Będzie czuło się zagubione, nieszczęśliwe. Winne i słabe.

Nie zgadzam się na to! A Wy?

 

Do działań!

Mówienie „nie mamy czasu dla siebie” jest głupie. Zwyczajnie, po ludzku głupie. Ten czas musimy znaleźć. Wy musicie to zrobić. I ja także. Nie chodzi o czas wspólnie spędzony na kanapie z Netflixem. Istotą są rozmowy, aktywności, wspólne randki. Tak, randki! Do tego okazywanie sobie uczuć i szacunku. Dbanie o swoje potrzeby i troszczenie się o swój wzajemny dobrostan. Namiętność i wspólny seks. Słuchanie, a nie tylko mówienie. Świadomość, że nasz związek zmienia się tak, jak zmieniamy się my i nasze dzieci. Oczywiste jest, że licealista ma inne potrzeby niż uczeń podstawówki, czy przedszkolak. Czy równie oczywiste jest, że związek po 15 latach jest zupełnie inny, niż ten dziesięcioletni bądź pięcioletni? On jest inny! Czy tego chcemy czy nie. Wyłącznie od każdego z nas zależy, czy będzie się rozwijał i dostosowywał do aktualnych potrzeb, czy też będzie wydmuszką, czymś pustym i dawno wypalonym.

W 1980 roku głównymi przyczynami rozwodów były: zdrada i alkohol. Najwięcej rozwodów miało miejsce między 5 a 9 rokiem małżeństwa. Znacie pewnie stwierdzenie, że najbardziej krytyczny jest 7 rok wspólnego życia? Potem już jest z górki…

Tak było… ale już nie jest!

 

Nie potrafimy się dogadać

W 2018 roku, główną przyczyną rozwodów była niezgodność charakterów. Aż 43%! Zdrada znalazła się na drugim miejscu, z udziałem zaledwie 22%. Mit, że rozwodzimy się przede wszystkim z powodu zdrady, prysnął.

 Rozwodzimy się najczęściej, ponieważ nie potrafimy się dogadać.

Co więcej, najwięcej rozwodów występuje dopiero po ponad 20 latach wspólnego życia. To cieszy, że rozwodzące się pary potrafią dłużej ze sobą wytrwać, ale czy taki powinien być cel?

Wyobrażam sobie rodziny, w których rodzice z roku na rok są bardzie sfrustrowani. Mają ze sobą coraz mniej wspólnego, żyją pod jednym dachem z przyzwyczajenia i niejako z konieczności. Dzieci to widzą. Gorzej śpią, gorzej się uczą, przejawiają większą agresję bądź lęki i… utwierdzają się w przekonaniu, że tak trzeba. Gdy usamodzielnią się i wyprowadzą, będą prawdopodobnie powtarzały w mniejszym lub większym stopniu wzorce wypalającego się związku własnych rodziców. Albo też, pełne negatywnych doświadczeń, nie będą chciały angażować się w ogóle w stały związek.

A sami rodzice? Wreszcie będą mogli się rozwieść. Zakończyć to, co było pozbawione miłości i wzajemnej pasji już od wielu, wielu lat…

 

Czy tego chcecie?

Nie chcę wypalonego związku! Miłość do dzieci jest bardzo ważna, ale nie jest najważniejsza. Dlatego już teraz: dzisiaj, w tym tygodniu, w tym miesiącu, po prostu zawsze, staram się dbać o związek. O czas wyłącznie dla dorosłych, o randki, rozmowy, definiowanie swoich potrzeb i ich spełnianie. O wspólne plany, pasje i określanie granic. O to wszystko, co pozwala związkowi nie tylko trwać, ale rozwijać się i dostosowywać do potrzeb.

Owszem, wymaga to czasu i energii. Pewnych kompromisów i odrobiny egoizmu. Nie zawsze jest łatwo i przyjemnie. Czasem nawet cholernie trudno. Ale mam głębokie przekonanie, że warto.

Dla silnych dzieci. Dla Ukochanej. Dla siebie.

Ja tego chcę z całego serca.

A Wy? Czy też tego chcecie?

Jeżeli tak, to jaki będzie Wasz pierwszy krok?